poprostuangel blog

Twój nowy blog

Minęło już 7 miesięcy tego ostatniego- podobno- roku w dziejach świata a ja zawiodłem się na kilku osobach.

Jedna to Sebastian Kosecki, kóry obiecał wydać moją książkę z której cały dochód miał byćprzeznaczony na cele charyatywne. W ostateczności okazało się, że tematu nie ma i książki także.

Kolejna osoba to to Maciek K.- kiedyś bardzo dobry kumpel, teraz czasowy znajomy. Niestety czasem bywa tak, że kontakty się urywają, ale często trzeba o nie walczyć. I wymówki typu: ,,nie mam czasu” albo ,,praca pochałania mój cały czas” do mnie nie trafiają. Ja też nie leżę do góry brzuchem  i nie patrzę w niebo. Studiuję, pracuję, pomagam i mam wiele czasu na inne rzeczy. I w sumie bardziej mam tu żal o znajomość a nie o osobę- także bez urazy.

Kolejną osobą jest moja siostra cioteczna Żaneta, która w zeszłym roku urodziła najwspanialsze dziecko pod słońcem. Pokochałem je od pierwszego wejrzenia, oddałem całego siebie, ale widocznie tylko ja to widziałem. Z bólem serca szedłem na chrzciny Jasia (właściwie Alana) jako zwykły szary człowiek a nie ojciec chrzestny. W sumie każdy ma prawo wyboru, ale to mnie kompletnie wybiło z rytmu. Tak sięczasami dzieje, ale pogodzić się jest ciężko. Bo kogoś się kocha i wiąże pewne plany a ktoś inny w mgnieniu oka je niszczy. Widocznie nie byłem zbyt odpowiedzialny aby nieść to brzemię na swoich barkach. Muszę poćwiczyć…

Reszta osób to moi ,,znajomi” którzy tak po prostu zapomnieli, że istnieję. Widocznie tak musiało być albo po prostu nie jestem odpowiednim kumplem- zwłaszcza na odległość. Cóż… nie zmienię siędla całego świata.

Chciałbym także podziękować moim krytykom. Dzięki Wam czuję, że żyję, często zderzam się ze smutną rzeczywistością. Otwieracie mi oczy, dajecie motywację do działania i nawet Wasze złośliwości, a nawet kłody rzucane pod nogi nie przeszkadzają mi aż tak bardzo. Dzięki, że jesteście bo bez Was życie byłoby zbyt piękne:)

Reszta pod koniec roku. Trzymajcie się ramy i majtek mamy!

Paweł

   Wszystko zaczęło się o godzinie 18:00.
Z dwoma koleżankami ruszyłem z ul. Ogrodowej pod PKiN. Najpierw jednak mieliśmy uderzyć na Metro Dworzec Gdański żeby odebrać ich znajomą. Kupiliśmy więc bilety, spytałem o cenę szalika (18 zł) i zszkowany ceną, stwierdziłem, że przyjechał Nasz tramwaj. Przejechaliśmy tylko 2 przystanki ponieważ jak się okazało, ruscy rozebrali Nam tory. Tramwaje stały w korku dłuższym niż Mur Chiński a zatłoczone autobusy ledwo mieściły ludzi jadących gdzie tylko się da, czyli zapewne do metra. W Warszawie jest taka tradycja, że jak psuje się komunikacja miejska to metro jest zbawieniem dla każdego podróżnika. Można przejechać w zdłuż przez zatłoczoną stolicę, prawie o każdej porze dnia i nocy a niedługo będzie można pokonać odległość w szerz. Ale nie otym teraz.
   Do metra Ratusz Arsenał dotarliśmy autobusem.
Co jakiś czas mijali Nas ludzie z szalikami, flagami, wymalowanymi biało- czerwonymi barwami na policzkach czyli wiadomo, kibice. Cieszyło to oko bo jak to śwewał Mezo w swoim kawałku ,,Wstawaj” : ,,tylko od święta potrafimy być wspólnotą”. I coś w tym jest. Jednak tego dnia wszyscy mieli świadomość, że trzeba. Nie tylko młodzi i sprawni. Były też starsze osoby, które młode duchem, postanowiły wspierać Naszych ,,przemęczonych od treningów” piłkarzy. I z każdym metrem kibiców było więcej i więcej. Jedni w ciszy kierowali się do Centrum, inni śpiewali, a jeszcze inni świętowali tak jakbyśmy już o 18:26 wygrali z ruskimi. Fajnie, że potrafimy w momencie kryzysu uwierzyć, że się da. To zawsze pomaga przetrwać.
   Wysiedliśmy w Centrum. Patelnia pełna była ludzi. Śmigali jak samochodzik Nody’ego, sprzedawali artykuły piłkarskie. Nawet facet grający na krześle stał w tym tłumie i grał :) Kupiliśmy flagę, czapkę i ruszyliśmy do Złotych Tarasów zrobić siusiu i kupić piwo. Kolejki do łazienek na poziomie -1 nie były duże, co Nas pozytywnie zaskoczyło. Dziewczyny poszły do kibelka i ja także tanecznym krokiem poszedłem tam gdzie prezydent chodzi bez obstawy. W kiblu było mmiędzynarodowo- portugalczycy, Polacy, i ruscy, których wyjątkowo nikt nie chciał wpuścić do kabiny. Cóż… W końcu mogliśmy się odegrać za 1939i 1945. Można by rzec, że gówniana sprawa, ale zawsze coś ;)
   Po zakupach w kerfurze, ruszyliśmy wolnym krokiem do SK (czyt. Strefy Kibica). Na ulicach krzyki, śpiewy, jednym słowem: święto. Święto, którego w Polsce tak bardzo brakowało. Dziewczyny długo sączyły browary, ale w końcu się udało i poszliśmy do wejścia przy Dworcu Śródmieście. Tam oczywiście na pytanie: ,,Kto wygra mecz?” kilkadziesiąt gardeł odpowiadało: ,,Polska!” i tak z niewinnego dialogu zrobiło się kilka pięknych przyśpiewek, które sprawiały, że ten dzień był dniem wyjątkowym. W SK to co w SK- śpiew, zapach kiełbasek z grilla, telebimy na których Czesi kończyli lać Greków. Szkoda, że My nie daliśmy im rady bo Nasz remis z grekami i przegrana czechów z ruskimi stawiało Polskę w dziwnym świetle. Wszyscy mówili, że Rosja Nas zje- przyznam, że sam tak myślałem bo remis z osłabioną Grecją tylko na to wskazywał. W tamtym meczu przyjał Nam tylko sędzia. Piłkarze z pewnością w jakimś stopniu zawiedli, a trener Smuda zaskoczył, niestety negatywnie. Bo tak myślę, że jeśli nie chce zmieniać to niech nie zmienia gatek, ale świeży zawodnik w ostatnich 15 minutach to zwiększenie szansy na wygraną. Jeśli boi się, że zmiana zmieni obraz gry na gorszy to mógł powołać tylko 11 zawodnikó, a nie 25. To chyba logiczne. Cóż, życie.
Tak więc ruszyliśmy przez tłum kibiców. Śpiewaliśmy, tańczyliśmy, cieszyliśmy się każdą chwilą, każdą sekundą, każdą piosenką. Tego dnia tylko optymiści przyszli na SK. Pesymiści siedzieli w domu albo spali. I dobrze bo nikt nie lubi jak z piłkarskiego święta robi się stypę. 
   Wizyta w Macu, rundka do toy toya i mogliśmy zaczynać.
Oczywiście ,,Mazurek Dąbrowkiego” niósł się od Aleji Jerozolimskich do Świętokszyskiej, na Stadionie Narodowym i w całym Naszym kraju. Mecz zaczął się przyjemnie dla oka. Tym razem nie oddaliśmy ruskim łatwo ziemi, w przeciwieństwie do rozbiorów. Dobrze, że tym razem postanowiliśmy zawalczyć. I to Nasze postanowiene szybko zmieniło się w rzeczywistość- szkoda tylko, że gol ze spalonego popsuł szał radości, który narodził się w 75 tysiącach gardeł. Ale Polska grała swoje- uparcie i niespodziewanie ambitnie.
Nawet prowadzenie ruskich nie popsuło nikomu humoru. Bo wszyscy wierzyli, że tego dnia się uda. A jeśli nie była towiara to na pewno wielka nadzieja. I Bóg wysłuchał księży, którzy krążyli w okolicach SK. Strzelilismy upragnionego gola i nikt Nam tego nie odebrał. Gość stojący obok mnie zapalił racę, śpiewy i doping osągnęły swoje maksimum. Szkoda tylko, że policja zaczęła uspokajać tych ,,kibiców”, którzy kibicami nie byli. Raczej wandaliami, którzy przyszli skopać komuś tyłek. Zadyma stała się nagle ważniejsza niż mecz. Z jednej strony mecz, z drugiej policja. Z jednej strony doping a z drugiej latające butelki, kamienie i hasła antypolicyjne. Z jednej strony zapach zwycięstwa, z drugiej świeżo wypuszczony gaz łzawiący. Czyli wiadomo- Polska. Cieszy to, że wszystko szybko się skończyło a na boisku było dobrze, podejrzanie dobrze.
Mecz dokończyliśmy oglądać w spokoju, a po meczu głośno śpiewając ruszyliśmy zjeść coś w Macu- w podziemiach przy Dworcu Centralnym. Następnie tramwajem nr 33 ruszyliśmy na Metro Młociny spotkać się z Ziomkami z Bie(L)an. Prawie całą drogę śpiewaliśmy, a z Nami cały tramwaj, całe ulice. Niestety im dalej centrum tym ludzi mniej, co przełozyło się na jakość dopingu. Co się odwlecze  to nie uciecze- jak to mawiają ludzie.
I stało się to faktem bo doping na ulicach bielan sprawił, że ponownie uwierzyłem w siłę i magię EURO 2012. Po zakupieniu litrowej coli, apapu na bolący ząb, postanowiliśmy wrócić do Centrum. Metrem oczywiście. W Metrze jak w tramwaju- wielkie święto.
   Śpiewaliśmy ,,Biało czerwone to barwy niezwyciężone”, ,,Polska Polska Polska gol” i autorską piosenkę Maćka ,,A na drzewach zamiast liści komuniści”. Dziwne było to wtrącenie, ale mieliśmy się z czego pośmiać. W okolicach Metra Ratusz Arsenał wago do połowy pełny śpiewał z Nami a wjeżdżając do centrum śpiewał już cały peron. Prowadziłem doping jak tylko mogłem i szkoda tylko, że głos zdarty do granic możliwości przeszkadzał mi w świętowaniu. Ale nie poddałem się. Skoro rozruszałem trybunę na SK, Patelnię i Aleje Jerozolimskie to rozruszam wszystko. Taki już jestem, niezwykle pewny siebie:)
Zagraliśmy w piłkę na trawniku przy Dworcu Śródmieście, posiedzieliśmy na Centralnym i wszystko jakoś się skończyło.

Podsumowując napiszę tylko tak: dzień Sądu Ostatecznego miał odbyć się we wtorek 12.06.2012 r. a o godzinie 22:45 okazało się, że wszystko przesunie się na sobotni mecz z Czechami. Mam nadzieję, że znów się zjednoczymy, wygramy i wyjdziemy z grupy a później niech się dziej wola nieba i tak dalej:) Do soboty!

Paweł

,,Szczęście jest zawsze tam, gdzie dwa serce biją jednym rytmem”

I choć nie odkryłem Ameryki to samo to zdanie znaczy bardzo wiele. Człowiek zaczyna wierzyć w szczęście a za tym idzie radość, uśmiech, pogoń za marzeniami. Same pozytywy? Oczywiście! Tylko rozstania bolą bardzo, a ujrzenie ukochanej osoby z kimś innym powoduje, że tracimy wiarę, że to była miłość. A z drugiej strony jeśli będąc z kimś i mówiąc ,,kocham Cię” i czując, że nie są to słowa bez pokrycia, nie mamy prawa po ewentualnym zakończeniu tej wspaniałej przygody mówć, że tej miłości nie było. Bo wychodzi na to, że albo człowiek źle ocenia uczucia, albo po prostu chcąc wytłumaczyć sobie zjawisko rozstania dochodzi do błędnych wyobrażeń sensu istnienia związku.I pojawia się problem. Problem ten rozwiązuje się sam lub całe życie mamy sentyment bo coś tam jednak w sercu utkwiło. I żal czy pretensje nie mają tu nic do rzeczy. Tylko tęsknota. Tylko wspomnienia. Tylko to jedno, wyjątkowe imię.

Recepta?
Trzeba się zakochać i być szczęśliwym. Łatwo powiedzeć? A jak łatwo zdziałać! Trzeba tylko chcieć, walczyć o szczęście, wierzyć w miłość i nigdy- nawet na chwilę- nie tracić tej wiary. Spróbujcie i powiedzcie ludziom czy miałem rację.

Z poważaniem,

Paweł

   ,,Wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie marzeń bo życie jest zbyt krótki aby trwać i żyć tylko jedną chwilą, jednym wspomnieniem, tylko jednym słowem” (by Angel)

   W życiu jest miejsce dla dwóch typów ludzi- zakochanych i tych, którzy czekają na miłość.
Różnica polega na tym, że człowiek zakochany goni za autobusem, spaceruje w deszczu, śpiewa w parku piosenki o miłości, a leżąc na stercie liści obserwuje niebo i liczy gwiazdy, które się na nim znajdują. Cała reszta żyje nie wiedząc ile traci gubiąc się w codzienności spraw. Mam tylko nadzieję, że nigdy nie będę błądził…

  Wszystkiego dobrego!

Paweł

   Bardzo często, w życiu codziennym, pojawia się sformułowanie, że ktoś prowadzi dobre życie, a ktoś inny życia nie szanuje. Często ludzie nie rozumieją tych pojęć a jeszcze częściej zapominają, że dla każdego mają one inną definicję. Czym więc jest dobre życie?
Moim zdaniem dobre życie to postępowanie według zasad uznanych przez ogół społeczeństwa za etyczne, humanitarne, honorowe, zgodne z zasadami moralnymi. Ludzie, którzy pomagają innym, udzielają się charytatywnie, pracują, utrzymują rodzinę oraz przestrzegają przykazań danych nam przez Boga, żyją w zgodzie ze światem. A co za tym idzie, żyją godnie i z czystym sumieniem mogą być spokojni swojej przyszłości.
Każdy z nas na pewno nie raz i nie dwa zastanawiał się czy styl jego życia jest takim, jakim być powinien, czy jest zadowolony ze swojego życia. Ludzie popełniają błędy, ale jeśli się na nich uczą i eliminują je, wychodzą zwycięsko z tego natłoku myśli i z uśmiechem na twarzy mogą kroczyć przez życia nie obawiając się o jego przebieg. Częste przeszkody, które  podrzuca nam życie dla jednych są przekleństwem a dla innych motywacją aby starać się bardziej i egzaminem czy te starania wystarczają. Jeśli tak to dobrze, jeśli nie to człowiek bardzo szybko dowiaduje się o tym. Wszystko zależy od tego czy człowiek po tym fakcie będzie walczył o swoje życie czy też się podda i przez to więcej ludzi ucierpi. Należy pamiętać, że porażka jednej osoby dotyka także jej rodzinę, bliskich. Tak więc ludzie powinni się wspierać i rozwiązywać problemy w większym gronie. Ale czy tak robią? Wystarczy spojrzeć na polityków. Ciągłe wojny, kłótnie, niepotrzebne spory. Nie służą one narodowi, którego mają bronić, nie służą im samym bo z tych wielu niedopowiedzeń i przykrych podtekstów nic dobrego nie wychodzi. Ale widocznie nikt jeszcze tego nie zrozumiał bo jak kłótnie były tak są i na pewno jeszcze będą.
   W naszym społeczeństwie jest podział na klasy.
W krajach demokratycznych, mimo powszechnie uznanej równości, jest podział. Są równi i równiejsi, co potęguje międzyludzką nienawiść, zawiść, chęć usilnego pokazania sąsiadowi, że jest się w czymś lepszym od niego. To powoduje rywalizację, która w efekcie staje się przyczyną zła. Ludzie zaczynają kraść, obmawiać za plecami, kłamać, a często też dopuszczają się bardziej drastycznych metod działania. Czemu to służy? Zadaję sobie to pytanie po kilka, kilkanaście razy i nigdy nie mogę znaleźć jednej konkretnej odpowiedzi. Bo co konkretnego jest w słowach ,,nie wiem”? Nic. I dlatego też żyjąc w tej niewiedzy obserwuję jak ludzie obrzucają się przykrymi epitetami, zachowują się poniżej godności, kradną, używają przemocy, nadużywają środków odurzających. Patrzę na to wszystko ze strachem w oczach ponieważ czasami nie mogę zareagować, nie mogę zrobić dosłownie nic aby sprawić, by sytuacja stała się lepsza i ta codzienna niemoc powoduje, że przestaję być dumny z siebie i w efekcie, ze swojego życia.
Myślę, że ludzie często znajdują się w sytuacji patowej, co mnie nie zaskakuje ponieważ patrząc na kreatywność naszego społeczeństwa przychodzi mi do głowy tysiąc myśli, co jeszcze spotka nas kolejnego dnia. Te czarne myśli, które nic wspólnego nie mają z optymizmem, wzbudzają we mnie strach przed jutrem i pozwalają wizjom zagłady, wysunąć się na pierwszy plan. Gdyby ludzie zaczęli reagować i dbać o powszechne bezpieczeństwo, żyłoby się nam wszystkim lepiej i godniej. Godność- to słowo, którego znaczenie traci na wartości. I po co te wszystkie fundacje, organizacje pozarządowe ratujące życie, zdrowie zwierząt i ludzi skoro codziennie się słyszy o tragediach przez nich powodowanych? Moim zdaniem jest to takie udawanie, że nic złego się nie dzieje. Człowiek często nie wspomina o złych zdarzeniach, wymieniając dobre, bo zawsze chce aby bilans był dodatni. Mimo, że najczęściej zawsze jesteśmy pod kreską. I tak się dzieje na całym świecie.
   
A wszystkim rządzi pieniądz.
Tak niestety jest, że żeby żyć w dostatku trzeba albo wygrać na loterii albo mieć dobrą pracę i dużo zarabiać. Prawdopodobieństwo wygrania dużych pieniędzy jest bardzo, bardzo małe dlatego trwa wyścig szczurów o każdą posadę i o każdą złotówkę. Nie ma w tym nic złego do momentu, w którym ludzie zaczynają ingerować w czyjeś życie po to, by odebrać komuś coś byle tylko miał gorzej. Jest to powszechne zjawisko i ludzie o tym wiedzą, ale o tym się głośno nie mówi. Co przecież wpływa na dobro naszego życia. Tendencja do zatajania prawdy, czy też kopania pod kimś dołków, nie jest czymś nadzwyczajnym. To się dzieje każdego dnia. Każdego dnia człowiek cierpi przez drugiego człowieka. I moim zdaniem to się nigdy nie zmieni. To smutny fakt, ale jakże prawdziwy i realny. Patrząc na postępowanie narodu polskiego można odnieść wrażenie, że wszyscy chcemy być bogaci w tym biednym kraju. Czyli mówiąc kolokwialnie: każdy chce być najbogatszym z biedaków.
   
Czym jest dobre życie u ludzi?
Jaki wpływ mają ludzie na swoje życie. Otóż bardzo duży i bardzo często wolna wola, którą dał nam Bóg, jest wykorzystywana w negatywny sposób. Ludzie często robią coś wbrew sobie bo tego wymaga sytuacja lub jest to działanie wymuszone działaniem drugiego człowieka. W każdy zawodzie zdarzają się sytuacje, które nie zawsze pozwalają być dumnym z podjętych decyzji. Na przykład w zawodzie pielęgniarki często zdarzają się błędy. I nie jest to nic złego ponieważ każdy je popełnia. Najważniejsze to przyznać się do nich i ponieść ich konsekwencje. Ludzie jednak często uciekają przed odpowiedzialnością ponieważ skutki ich działań nie raz są bardzo drastyczne. O ile w pracy nauczyciela błędy krzywdzą chwilowo ucznia o tyle w szpitalu jedna decyzja może uratować komuś życie bądź go pozbawić tego cennego daru. W pracy pielęgniarki każda decyzja musi być przemyślana kilka razy bo w przeciwnym razie, ktoś, może stracić możliwość życia. A w obliczu śmierci wszyscy jesteśmy równi i tłumaczenie się, wmawianie sobie, że inaczej się nie dało jest ucieczką od prawdy. Ludzie wmawiają sobie, że zrobili wszystko dobrze, bo mają świadomość, że popełnili błąd. Tyle że jeden taki błąd może spowodować lawinę kolejnych błędnych decyzji, co nigdy nie prowadzi do niczego dobrego i nigdy nie przynosi korzystnych efektów. O tym należy pamiętać.
   
Miłość jest lekiem na lepsze życie.
W każdej czynności i każdym zachowaniu pojawia się aspekt miłości. Jak ona ma pomóc w ulepszeniu świata? Odpowiedź jest prosta. Człowiek musi pokochać drugiego człowieka, musi pokochać i zaakceptować swoje życie, a przede wszystkim musi pokochać samego siebie. Życie w zgodzie ze sobą pomaga wrócić na właściwe tory. Tego powinni szukać wszyscy ludzie, którzy w codzienności, w natłoku spraw, niepotrzebnych słów i nadmiarze myśli, zapominają o bliskich, o rodzinie, o tym, że wszyscy jesteśmy ludźmi. A jeśli zapominamy o tym to nie może dziwić fakt, że inni też zapominają. Taka zbiorowa niepamięć wsteczna jest właśnie efektem sporów, wojen, także domowych. Jest efektem złego życia i brakiem światełka w tunelu.
   
Czym jest więc złe życie?
Najprostszą odpowiedzią byłaby tak, że jest to przeciwieństwo dobrego życia. Nic bardziej mylnego. Ludzie zapominają, że pomiędzy dobrem i złem jest coś jeszcze. Można to nazwać neutralnością, ale lepszym określeniem jest ,,przemijanie”. Zauważyć można, że są ludzie, którzy żyją codziennością, nie martwią się o nic na zapas, nie reagują na bodźce zewnętrzne. Oni po prostu żyją. Ciężko określić czy jest to złe. Dla nich, na pewno, jest to dobry sposób na życie. Jest to na pewno bardzo  wygodne. Według nich ich życie jest dobre i ciężko temu zaprzeczyć bo przecież dobre życie to takie, które trwa w zgodzie ze sobą. Z drugiej jednak strony człowiek, który trochę od życia bierze, trochę daje tak naprawdę nie angażuje się w życie społeczne. Jest to straszne zjawisko, ale jak pokazuje codzienność, coraz częściej spotykane. Takie przemijanie sprawia, że ciężko określić czy czyjeś życie jest dobre, czy też złe. Ale zamiast to oceniać, każdy powinien patrzeć na siebie, dbać o to, by mnożyć swoje dobre uczynki i eliminować błędy. Najlepiej zmniejszyć je do minimum i działać aktywnie, włączać się w życie społeczne, dawać z siebie maksymalnie dużo. Wtedy właśnie nasze życie będzie godnym podziwu, a także będzie idealną definicją ,,dobrego życia”.
   Podsumowując chciałbym zauważyć, że ludzie z natury nie są źli.
Człowiek rodzi się dobry, po to, by umrzeć złym. Ale naturą człowieka nie jest złe postępowanie, nie jest krzywdzenie innych i pokazywanie całemu światu jaką ma się władzę. Bo nie ma w tym nic godnego naśladowania, wręcz przeciwnie- ludzie powinni unikać zła. Ludzie powinni żyć w zgodzie ze sobą, z naturą i doceniać każdy dzień, który mogą przeżyć. Pewien człowiek napisał ,,ludzie żyją tak, jakby myśleli, że na wszystko mają czas”. I to zdanie staje się mottem na skalę świata bo te kilka słów ujawnia cały sens istnienia. To jedno zdanie zdradza motyw i cel życia wielu istnień. Czy jest to dobre zjawisko? Na pewno nie. A skoro nie, to człowiek powinien coś z tym zrobić. Powinien, ale nie robi. Dlaczego? Może dlatego, że nie ma na to czasu? A może dlatego, że każdy uważa, że jego życie jest dobre, a wszelkie zmiany zaburzą jego bieg. I wszystko zaczyna się od początku.

Kochani!

Jeśli stwierdzicie, że mój blog jest wart aby na niego zagłosować w konkursie Blog Roku 2011 to wyślijcie sms-a o treści A00248 , [gdzie 0= zero] na nr 7122! (koszt sms-a 1,23zł).

Głosowanie trwa od 12.01 od godz. 15:00 do 19.01 do godz. 12:00!

Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego!

Paweł

   Autobus jest prawie pusty.
Usiadłam obok kierowcy bo podobno tutaj jest najbezpieczniej, zwłaszcza w nocy. Jadę autobusem linii 69A kierującym się na Retkinię. Wracam z pracy, nieziemsko wykończona. Autobus co jakiś czas zatrzymuje się na przystankach, na których wsiadają zmarznięte jednostki. Mimo późnej pory i warkotu silnika zdaje się słyszeć muzykę. Przytłumiona, ale niezwykle wyraźna. Nie odwracam się. Tylko się wsłuchuję. ,,Ty cały świat masz już dzisiaj u stóp” słyszę w oddali.
- Jesteś panią tych lądów i mórz- dopowiadam szeptem
Znam te słowa! Doskonale je kojarzę. Przestraszona i zaciekawiona jednocześnie upuszczam bilet. Teraz, gdy mam już pretekst, schylam się i odwracam głowę do tyłu. Na końcu autobusu, przy oknie, dostrzegam młodego mężczyznę. Siedzi wpatrzony w zaparowaną szybę.  A jego wzrok… taki skupiony, pewny siebie a jednocześnie zagubiony. Ma na sobie czarną kurtkę, szalik, zdarte jeansy. Podnoszę bilet i pchana siłą nie do opisania, ruszam w jego stronę. Idę powoli, chwytając się poręczy aby nie upaść. Mężczyzna nie zwraca na nic uwagi, patrzy w okno jakby czegoś szukał. Przybliżając się, zwalniam. Zaczyna docierać do mnie sytuacja, w której się znajduję.  Autobus zatrzymuje się i otwierają się drzwi. Stoję nieruchomo myśląc o ucieczce. Chcę zostać. Słyszę dźwięk towarzyszący zamknięciu drzwi. Wydały z siebie bardzo głośny dźwięk. Drgnęłam. Poczułam potężny chłód, ale muzyka nie ustała. Cały czas brzmiała tak samo. Zrobiłam kilka kroków i znalazłam się  przy mężczyźnie. Usiadłam naprzeciw niego, po skosie. Opuściłam głowę, i kątem oka zerkałam na niego. Obok mnie dostrzegłam białą różę. Zauważyłam, że po jego czerwonym policzku spływa łza. Podniosłam głowę. Oczy miał wypełnione łzami, ale nie płakał.
- Płaczesz? – wyrwało mi się aż położyłam dłoń na ustach
Nie zareagował. Teraz jego wzrok był bardziej smutny niż wcześniej. Zniknęła pewność siebie, odwaga, stanowczość spojrzenia.  Patrzyłam na niego tak, jakbym oglądała film. Dla mnie był tajemniczy i straszny, obcy i bliski zarazem.
- Płaczesz? – spytałam panując nad każdą literą tego słowa.Nadałam temu zdaniu idealne brzmienie. Nie zabrzmiało to jak wścibstwo, zagadkowo ani pogardliwie. Raczej było to pytanie zadane przez człowieka, który pyta o przyczynę smutku swojego przyjaciela. Czekam na reakcję, której nie ma. Podniosłam się, odwróciłam i już miałam odejść, gdy usłyszałam za plecami
- Dlaczego ludzie boją się samotności? – spytał
Stanęłam. Odwróciłam się, spojrzałam na niego. Dalej wpatrywał się w okno, dalej z oczu wypływały mu łzy. Usiadłam na swoim miejscu i westchnęłam.
- Myślisz, że samotność jest powodem do strachu? – spytałam dość psychologicznie
- Myślę, że ludzie boją się jej ponieważ myślą, że bycie samotnym to kara. A nikt nie chce czuć się winnym czegoś, czego nie rozumie. Samotność nie jest zła. Staje się straszna dopiero, gdy nie potrafimy się w niej odnaleźć.
Poczułam ciepło. Zrobiło mi się gorąco, poczułam jakby wewnątrz ktoś zapalił zapałkę. Bardzo przyjemne uczucie, choć bardzo dziwne. I miałam tego świadomość.
- Moim zdaniem ludzie popełniają błędy. Często robią coś, czego później i tak będą żałować. I robią to tylko dlatego aby pokazać światu, że są. Udowodnić, że żyją, chcą i robią to, co zaplanowali.
- Ludzie żyją tak jakby myśleli, że na wszystko mają czas- powiedział prawie że szeptem
- Tak, zgadzam się z Tobą, ale…
- Dlaczego ludzie boją się samotności? – wtrącił się
Zamilkłam. Przybił mnie ton jego głosu. Czułam w nim smutek, nawet rozpacz. Mówił tak, jakby za chwilę miał popełnić samobójstwo. Jego pytania brzmiały jak próba zrozumienia dlaczego wydano na niego wyrok. Wyrok, którego nie znałam. On sam go nie znał. Jego głos brzmiał tak, jakby się pogodził z życiem, z tym nieznanym wyrokiem, z samym sobą.
- Opowiesz mi o swojej samotności?- spytałam
Spojrzał na mnie. Wystraszyłam się. Patrzył mi głęboko w oczy, przenikał mnie wzrokiem. Oczy miał piwne, wypełnione łzami, czerwone ze zmęczenia. Patrzył na mnie szukając pomocy? Może raczej dziękując za zainteresowanie. Zamknął oczy, wciągnął powietrze, wypuścił je powoli. Znów swój wzrok skierował na mnie.
- Miałaś kiedyś kogoś, do kogo czułaś coś co zamieścić można pomiędzy lubieniem a uwielbianiem? Kogoś, dla kogo zrobiłabyś wszystko tylko dlatego by sprawić by ta osoba była szczęśliwa, by dać jej powód do radości i uśmiechu, nie licząc na rewanż?
- Pytasz czy kogoś kochałam?- podsumowałam
- Możesz to tak nazwać. Słowo kocham brzmi bardzo zobowiązująco. Ma swoją niepowtarzalną moc, swój wyjątkowy dźwięk. Brzmi podniośle i niezwykle nieziemsko. Niektórzy ludzie boją się mówić ,,kocham cię” bo znają jego wartość, a inni używają go jak szablonu- bezmyślnie, bez szacunku, nie przywiązują wagi do jego przesłania.
- A Ty? Kochasz ją?
Odwrócił się w stronę okna. Popatrzył chwilę, następnie opuścił głowę.
- Osoba, którą uwielbiam jest kimś wyjątkowym. Poznałem Ją w pociągu. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, ale podczas tej 8-godzinnej podróży tych spojrzeń było więcej. Jest doskonałym rozmówcą i jeszcze lepszym słuchaczem. Przy Niej smutki nie mają miejsca, problemy nie istnieją, a wszystkie trudne sprawy same się rozwiązują. Przy Niej wszystko jest łatwe. Tęcza zawsze jest widoczna, przez pochmurne niebo zawsze przebijają się promienie słońca. Smakuje jak kubek mojej ulubionej herbaty, pachnie jak bukiet herbacianych róż. Przy Niej nie liczy się świat ponieważ to Ona jest całym moim światem. Inne nie mają znaczenia ponieważ spacerując z Nią za rękę podziwiam tylko Jej oczy, tylko Jej uśmiech, tylko Jej imię noszę w sercu. To jest jedyna osoba na świecie za którą oddałbym własne życie. Dla Niej zrobiłbym dosłownie wszystko ponieważ od momentu, gdy Ją pierwszy raz zobaczyłem, wiedziałem, że Ona jest kobietą mojego życia. Moje serce bije razem z Jej sercem, a dusza współżyje z Jej duszą. Wszystko jest takie jak Jej oczy- magiczne, bajeczne, niezwykłe, piękne i idealne. Wszystko jest takie jak Jej głos- ciepłe, delikatne, niebiańskie, wzruszające. Wszystko jest takie jak Jej uśmiech- jedyne w swoim rodzaju, szczęśliwe, pełne radości i wiary, że się uda. Tak bardzo bym chciał powiedzieć, że Ją kocham. Tak bardzo tego pragnę…
Byłam w szoku. Nigdy nie słyszałam żeby ktoś tak pięknie mówił o kobiecie. W mojej głowie przebiegło tysiące myśli, wyobrażeń kim ona może być, jak może wyglądać.
- To czemu jej o tym nie powiesz?
Autobus zatrzymał się. Mężczyzna wstał, chwycił różę, minął mnie. Spojrzał mi w oczy wyciągnął róże. Chwyciłam ją i oparłam dłonie na kolanach. Następnie odwrócił się. Drzwi się otworzyły. Potężna fala zimna wypełniła autobus.
- Ona nie żyje- odpowiedział
Wysiadł, a drzwi zamknęły się za nim. Autobus ruszył powoli, jakby od niechcenia. Została tu sama, pogrążona w smutku. Nie czuła już ciepła, nie czuła nawet zimna. Wszystko stało się bardzo obojętne, takie nijakie. Wpatrzona w brudną od butów podłogę myślała o tym mężczyźnie. Teraz sobie przypomniała dlaczego tak bardzo czuła jego oddech, słyszała dokładnie każde słowo, dotarło do niej dlaczego jego dłonie były tak przyjemne i ciepłe. Zrozumiała, że przypominał jej kogoś, dla kogo zwykła podróż pociągiem była niezwykłą przygodą, której się oddawał trzymając ją za rękę. Wspominając jego oczy, włosy i zapach jego perfum, pozwoliła małej kropli wydostać się z oka i spłynąć po policzku.
- Płaczesz?
Usłyszała to. Podniosła wzrok i zobaczyła mężczyznę, siedzącego naprzeciw niej. Patrzył na nią, obserwował jej oczy. Poczuła, ten jedyny i niepowtarzalny zapach mandarynek. Może to sen? A może to tylko tęsknota…

Oczekiwanie…

1 komentarz

   ,,Gdy się za kimś tęskni, miesiąc to trzydzieści najdłuższych dni w roku” (własne)

Mieliście kiedyś tak, że oczekując na kogoś wyjątkowego, nie liczyło się dosłownie nic prócz wielkiego pragnienia zobaczenia Tej osoby? Że nie liczyło się nic prócz jedynego uśmiechu, jedynej pary oczu, jedynego, wyjątkowo ciepłego, oddechu?

Czasami zastanawiam się jak rozróżnić uwielbienie i miłość…
Bo jeśli lubię kogoś bardziej niż trochę to jest to uwielbienie. Ale jeśli uwielbiam kogoś ponad wszystko, niezmiennie i bezgranicznie to pachnie tu miłością. Czasem ludzie boją się używać tych dwóch magicznych słów ponieważ, jak ja, uważają, że są one bardzo zobowiąujące i powinny być używane tylko w momencie, gdy jesteśmy pewni, że osoba, z którą czas błogo płynie, a tęcza zalewa promieniami świat, to ktoś wyjątkowo wyjątkowy.

Moje oczekiwanie trwa 1 miesiąc, 2 tygodnie i 3 dni…
Mogło by się wydawać, że to tylko 45 dni, ale w rzeczywistości słowo ,,tylko” jest zastąpione przez ,,aż”. Bo czekanie czekaniu nierówne i nigdy nie wiemy jakie znaczenie ma dla każdego człowieka słowo ,,długo”.
Od zawsze uważam, że rozłąka na początku znajomości nie wpływa dobrze na przyszłość związku. Bardzo często wyjazdy są początkiem końca i to budzi we mnie strach. Na odległość wpłynąć nie można, nie mozna jej zmienić, ale można sobie z nią radzić. Ja np wpadłem w nałóg pisania listów, ktore niezmiennie wysyłam na polski adres. Czemu to robię? Na początku pomyślałem, że jeśli Ona wyjedzie i będę pisał te listy to stac się mogą tylko dwie rzeczy: albo się popsuje i zobaczy, że jednak mi zależało, albo wszystko się ułoży i po powrocie będzie miała na piśmie wiele słów, które chciałem powiedzieć, wyszeptać na ucho, gdy Jej tu nie było. Nie jest tajemnicą, że lubi pisać i że chciałbym aby Ona polubiła czytać to, co piszę. Kiedy mówi mi, że jestem mistrzem słowa pisanego podnosi mi się ciśnienie- w pozytywnym tego słowa znaczeniu- i wielka fala motywacji zalewa moje ciało. Serce bije szybciej, oddech staje się przyspieszony, ale szczęśliwy. Na tym to wszystko polega.

W miłości nie trzeba być mistrzem. Trzeba być tylko odważnym, walczyć o nią każdego dnia i wierzyć, że się uda.
Bo ,,człowiek odważny to taki, który potrafi wyskoczyć z autobusu, przebiec sześćset metrów i z niewielką zadyszką powiedzieć kobiecie jak bardzo jego świat stracił na wartości, gdy wysiadła na poprzednim przystanku”. I jeśli taka jest właśnie definicja odwagi to chciałbym umierając, mieć świadomość, że nie bałem się niczego. Chciałbym mieć pewność, że moja odwaga jest i była wielka, a osoba, którą kocham, wie, że dla mnie jest dosłownie całym światem. Myśląc o Niej, tak właśnie mam.

,,Jeśli to miłość to niech się nie kończy (…)”.
Nie lubię 3 rzeczy: braku bezinteresowności, braku wiary w miłość i szczęście oraz niezrozumiale krótkich historii. Człowiek powinien dbać o drugiego człowieka bo przecież Ta druga osoba nosi w sercu jego imię. A to najpiękniesza rzecz, jaką możemy dostać od drugiej osoby, bezinteresownie. Doceńmy ten fakt, bo taka prawdziwa miłość zdarza się raz na kilkadziesiąt lat Naszego życia. Warto dbać o to, by tej jednej nieskończonej chwili szczęścia nie przegapić.

Wiesz czym jest dla mnie tęsknota?
Jak widzę te wszystkie pary spacerujące po parkach, przytulające się w autobusach, patrzące sobie głęboko w oczy i nie myślące o całym otaczającym ich świecie to ściska mnie w sercu. Tęsknota bardzo daje się we znaki i bardzo im zazdroszczę tylko tej bliskości. Tylko ponieważ spotkań porównywać nie można, a dla mnie Nasze spotkania są wyjątkowe. I nieważne czy jest to pójście do parku, do kina, pizza w Sphinxe czy podróż tramwajem. Bo przy Tobie nic nie jest zwykłe. Przy Tobie każda piosenka ma swój niepowtarzalny sens, każdy uśmiech niesamowity blask a każdy pocałunek bezczelnie szczęśliwy smak. Dla mnie nie ma smutnych chwil bo pojawiłaś się Ty i czuję, że żyję. Dziękuję Ci, że jesteś i jeśli zdecydujesz się kiedyś powiedzieć mi, że ,,jestem całym Twoim światem” to zrób to ponieważ chciałbym zrobić dokładnie to samo… Uwielbiam Cię!

Życzę Wam wszystkim miłości bo to dla niej warto żyć, o nią warto walczyć i z nią warto przepsacerować całe swoje życie!

Paweł

   Niestety, ale w Polsce nie dzieje się dobrze.
Politykom zaczyna się w dupach przewracać- jest to już kilkuletni proces. Myślą, że skoro mają władzę to mogą zrobić wszystko, co im się tylko podoba. Zamiast godnie reprezentować NASZ kraj to ciągle się kłócą, wrzucają na siebie, nie potrafią poprawnie zaśpiewać NASZEGO hymnu czy też pokazują Europie co ,,Polak potrafi”- w złym tego słowa znaczeniu. Zamiast ściszyć głośniki, spiąć poślady i zacząć coś robić to na obradach piszą sms-y, śpią lub co gorsze, ich tam po prostu nie ma.
Osobiście jest mi wstyd za taką politykę bo żenada goni żenadę. Po co normalny szary człowiek ma iść na wybory skoro ma do wyboru albo zagłosować na fana narkotyków albo na człowieka, który wiecznie się ze wszystkimi kłóci, wszystkich oskarża o zamach stanu, zbrodnie, spiski? Po co?
Szanowny Pan Palikot powinien udać się na przedwczesną emeryturę ponieważ Jego plan ,,zbawienia” Polski jest, niestety, beznadziejny. Chyba wszyscy politycy wprowadzając ustawę zapominają pomyśleć jaki będzie jej skutek… Bo nie wyobrażam sobie aby Polska była drugą Holandią, pełną ćpunów, dragów i odlotów. Na szczęście polityka holenderska ogarnęła się w porę i zaczynają przeciwdziałać ,,turystom”, którzy przyjeżdżają tam w wiadomym celu. Biorąc pod uwagę fakt, że Polska jest pod wieloma względami zacofana, u NAS takie działania zostaną podjęte za kilka, kilkanaście lat. Oby nie było za późno…

   Inną sprawą jest ta, że politycy nie wprowadzą ustawy, która osobiście by im zaszkodziła.
Bycie politykiem jest bardzo egoistyczne ponieważ najpierw myślą czy sami nie tracą, a później nawet nie myśląc o ,,plebsie” po prostu wprowadzają ustawę. I do czego to prowadzi? Ludzie emigrują, uciekają z miast na wieś, boją się o swoją przyszłość i nie wiedzą, co tak naprawdę robić.
A Ci, którzy mają pomysły siedzą na zmywaku lub grabią liście w Niemczech. Po co Polska przewodzi w Unii Europejskiej skoro na dobrą sprawę nie potrafimy ogarnąć własnego ogródka? To tak jak z ratowaniem dzieci w Afryce (żeby nie było- popieram w całości tę ideę) ludzie rzucają się na głęboką wodę, chcą zostawiać rodziny, wyjechać do Afryki budować studnie, a w Polsce ,,robić nie ma komu” jak to pięknie ujął Ferdynand Kiepski. Polska ma wykształconych ludzi, Polska nie jest aż tak bardzo zacofana, w Polsce są pomysły, lecz największym problemem NASZEGO kraju jest to, że są ludzie ponad wszystkimi! Są jednostki, które ograniczają pewne działania ponieważ albo im się tak podoba albo te działania znacząco wpłynęłyby na ich majątki, przywileje.

   Co zrobić aby w NASZYM kraju było lepiej?
Pytanie jak najbardziej trafne i z pewnością na czasie. Otóż moim skromnym zdaniem przydałoby się pzetrzepać ten polityczny dywan i zacząć układać go tak aby zwykły przechodzień nie potykał się co chwilę o pojedyncze fałdy. Trzeba pożegnać się z niektórymi politykami i wstawić w ich miejsce ludzi z tłumu. Bo może przykład Nikodema Dyzmy nie jest idealny, ale doskonale pokazuje różnicę w myśleniu klas społecznych. Człowiek z ulicy myśli o tym, co zrobić żeb było dobrze, a jedynym zmartwieniem polityka jest to aby coś zrobić by się nie narobić i by Polacy ,,nie truli dupy”.
Kolejnym krokiem mógłby być ten aby wziąć wszystkie ustawy i w końcu usiąść i zapoznać się z nimi. Przemyśleć wszystkie za i przeciw i dopiero wtedy, nie patrząc na swoją kieszeń, zdecydować czy to jest Polsce potrzebne czy też nie. Wieczne załatwianie spraw pod stołem nic dobrego nie daje. Ale z drugiej strony oddanie władzy tłumowi znamy z lekcji historii i nie jest to optymistyczna wersja. Politykę powinni tworzyć ludzie wykształceni, o zdrowych zmysłach, chcący pomóc i nie mający w każdej ustawie własnego interesu. 

   Myślę, że takie przesłanie do Rządu mogłoby być pięknym tegorocznym wołaniem o zmiany, zmiany na lepsze. Niech każdy polityk łamiąc się opłatkiem- byle nie w rządzie!- zastanowi się choć przez chwilę ,,co z tą Polską?” i niech z czystym sumieniem oraz podniesioną głową wkroczy w 2012 rok tak, jak nigdy wcześniej.

Życzę Panom w garniturach Wesołyh, Spokojnych, Radosnych oraz Rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia oraz by kolejny rok był znacznie lepszy o poprzedniego! Polska to MY, Polacy, a nie reszta świata. Warto by było czasem nad tym pomyśleć…

Paweł

PROZA
Wstał. Spojrzał przez okno. Usiadł.

POEZJA
Uniósł się do góry i spojrzał przez okno
Zobaczył jak ludzie na deszczu bardzo mokną
Zamyślił się ciągle w świat ten wpatrzony
A następnie usiadł w smutku pogrążony


  • RSS